Poszukiwania pracy, ktora teraz wykonuje jako office/lettings manager (jestem socjologiem), zajelo mi 2 miesiace (w prawdzie w miedzy czasie sporo podrozowalam, takze moze to szukanie momentami przebiegalo mniej bolesnie ;) choz szczerze mowiec roznie z tym bywalo... ).
Wysylajac aplikacje o prace przyjelam niesluszna taktyke – jakby sie wydawalo teoretycznie – bo wysylalam CV masowo, co wiecej niewiele zmieniajac swoj ‘covering letter’. Wysylalam CV do roznych firm i agencji, szukajac jakiejkolwiek pracy biurowej. Wspolpraca z agancjami z mojego doswiadczenia nie byla owocna, a emaile od nich dostawalam rowniez masowo z wszelkimi rodzajami pracy, a gdy aplikowalam nie dostalam zadnej odpowiedzi od nikogo, co w okresie poszukiwan bylo dla mnie demobilizujace...
Jesli chodzi o moje CV to popelnilam kolejny ‘teoretyczny’ blad – bo umiescilam swoje zdjecie, co nie jest tutaj standardem... a poza tym CV byla w ‘normach brytyjskich’. Jak sie pozniej okazalo, moje zdjecie podzialalo ! Zdjecie bylo w kolorach sepii, bo dodatkowo moim zainteresowaniem jest fotografia. Okazalo sie, ze pracujac w mojej firmie umiejetnosc robienia zdjec jest konieczna i szef nie ukrywal ze CV ze zdjeciem zwrocilo jego uwage. A przeciez o to nam chodzi wysylajac CV, zeby byc zaproszonym na interview!
No i tak zostalam zaproszona na rozmowe kwalifikacyjna. Z rozmowa to tez bylo ciekawie, bo szlam z zalozeniem, ze tej pracy nie dostane (nie mialam doswiadczenia w nieruchomosciach) i z tego powodu sie nie stresowalam, byl zreszta to piatek po poludniu... po czym tego samego dnia wieczorem dostalam telefon ze zaczynam prace i czeka mnie trening . I tak juz pracuje ponad rok...
Dziewuchy, moja rada jest taka: probowac zawsze warto a im wiecej wyslanych cefalek, tym wieksza szansa na rozmowe. Powodzenia!